Inne testy


Test PCR? Zapomnijcie o tym. To prawie jak totolotek. Nawet najdroższe laboratoria na świecie sieją fałszywymi pozytywnymi/negatywnymi wynikami jak ruska pepesza, za porządny test zapłacicie kilka tysięcy zł. Zapomnijcie, że ktoś zrobi to za 100 zł. Za tyle można dostać nędzną podróbkę. Szkoda pieniędzy. Co prawda jest mocno u nas rozreklamowany i ktoś kręci na nim niezłą kasę, ale to tylko reklama. Podejrzewam, że równie dobrze można by rzucać monetą. Ten test jest mniej więcej tak dobry, jak zdrowe jest jedzenie w McDonaldzie. Owszem, na forum "borelioza" jest bardzo mocno polecany, na dodatek w jednym konkretnym laboratorium - ale tam polecają go z tego powodu, że bardzo często daje fałszywie pozytywny wynik. Wtedy "ofiarę" która uwierzy w wynik testu można spokojnie okradać z kasy, sprzedając jej leki, oferująć wizyty lekarskie u "jedynych specjalistów którzy potrafią to leczyć" i tak dalej. Żaden szanujący się lekarz zakaźnik nie uwierzy w test PCR - i ma ku temu bardzo dobre powody. To są ludzie, którzy na co dzień pracują na maszynkach robiących takie testy i na własne oczy widzą, jak bardzo niewiarygodne są wyniki - o ile nie wykona się potwierdzenia segmentacją, co niestety jest bardzo drogie.

Jeszcze raz, aby upewnić się że wszyscy rozumieją - żadna szanująca się klinika na świecie lecząca boreliozę (a są specjalistyczne kliniki które leczą właśnie takie schorzenia, dziesiątki tysięcy wyleczeń rocznie) nie akceptuje testu PCR. Wykonuje się go jedynie w ostateczności, jako badanie pomocnicze, w takich wypadkach akceptuje się wyniki z tylko kilku najlepszych laboratoriów na świecie, uwzględniając gigantyczne ryzyko błędu.

U nas to w ogóle już sobie radośnie spece od PCR poczynają, albo mają kompletnie rozregulowany sprzęt, albo są już doszczętnie w kieszeni firm farmaceutycznych i dają takie wyniki, za jakie sprzedawca antybiotyków płaci. Słyszałem o wynikach rzędu 75% pozytywów dla danej grupy, pozytywy wychodziły całym rodzinom - nawet tym członkom, którzy kleszcza nawet na obrazku nie widzieli.

Najleszy zresztą dowód na marną jakość to wyniki pozytywne PCR we krwi u ludzi, którzy mają negatywne wyniki Western Blot IgM. Jeśli bakteria żyje we krwi, rozmnaża się tam. Jeśli się rozmnaża, to albo jest niewidzialna dla systemu immunologicznego, a wtedy po miesiacu z 1 bakterii mamy miliard (liczba, która zabiłaby człowieka w kilka chyba minut), albo jest dla systemu immunologicznego widoczna, a wtedy MUSI wyjść dodatni test IgM Western Blot. Jedyny powód dla którego czasem wychodzi negatywny IgM u ludzi z aktywną boreliozą jest taki, że bakteria żyje u nich tylko w układzie nerwowym - który z krwią nie ma nic wspólnego, więc tak czy tak bakterii we krwi po prostu u nich nie ma.

Zadałem sobie kiedyś trud sprawdzenia na forum, jak wygląda skuteczność leczenia "boreliozy" którą potwierdzono testem PCR, ale która wyszła negatywna w tescie WB. Co było do przewidzenia - nikomu nie udało się takiej "boreliozy" wyleczyć. Z kolej borelioza potwierdzana dodatnim testem WB zawsze jakoś udaje się wyleczyć bez problemu. Mamy teraz dwie możliwości - albo mamy dwie choroby, jedna która magicznie daje się wykryć tylko PCR i nie daje się wyleczyć, druga normalna. Albo też testy PCR są do bani. Inteligentny czytelnik bez problemu wybierze właściwą odpowiedź. Czytelnik głupi... no cóz, zawsze wierzyłem w pana Darwina.

Nieco inaczej wygląda sprawa z testem LTT. Teoretycznie powinien być on całkiem niezły. W praktyce jest z nim jak z samochodami. "Panie, samochody potrafią jeździć ponad kilometrów na godzinę, proszę, tu są wyniki badania - samochód pojechał tyle na teście w Nevadzie!" (faktycznie, rekord Guinnessa dla samochodu to ponad 1000 km/h). "Panie, widzisz pan, jakie samochody są szybkie? Kup pan ode mnie multiplę!".

To, co w Polsce sprzedaje się ludziom jako test LTT ma tyle wspólnego z badaniem, które w próbach klinicznych było całkiem skuteczne, co Fiat Multipla z odrzutowym samochodem bijącym rekord na pustyni w Nevadzie. I to i to nazywa się samochód. I tyle.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, można przejrzeć fora dyskusyjne (uwaga, to szkodzi zdrowiu psychicznemu!) i sprawdzić, jak wygląda leczenie osób, które miały dodatniego Western Blota. Oszczędzę wysiłku - praktycznie za każdym razem była bardzo silna reakcja na antybiotyk, a po kilku tygodniach taki człowiek był niemal zdrowy, no chyba że miał "internetowo dodatni" wynik, w postaci jednego prążka. Dla porównania, jeśli ktoś miał ujemny wynik WB, a dodatni LTT, to regułą było, że brał antybiotyki całe miesiące, nieraz lata - i nie zdrowiał.

Ciężko tutaj analizować wszystkie testy, jakie pojawiają się na rynku - problemem jest nie tylko sam test jako taki, ale też to, kto go produkuje, oraz na jakim sprzęcie są wykonywane pomiary. Całkiem niedawno na forum napisała oburzona kobieta, która zrobiła sobie dwa western bloty dwóch różnych firm, w dwóch różnych laboratoriach - wyniki były całkowicie różne. Niby ten sam test, w praktyce - przypomina to trochę kupowanie kota w worku. Dla testów nieoficjalnych, które nie muszą posiadać atestów, jest to wolna amerykanka, każdy może sprowadzić sobie z Chin "jakieś odczynniki" i robić badania.